Napotkane perełki...

Kuchnia

Zima, dobry czas na degustację nalewek...

 

Zima...

Na zewnątrz - 15 st.C a w mieszkaniu, cudowny nastrój i ciepło z palącego się kominka. To prawidłowy już czas, aby spróbować aromatycznej nalewki zrobionej z pierwszych owoców truskawek i poziomek. Wiele razy deklarowałam się, że jestem tradycjonalistką. Dlatego cieszy mnie, że zaczyna powracać moda na domowe specjały. Oglądając blogi, widzę jak wielu z nas piecze wspaniale chleby, bułeczki, wytwarza wędliny, sery, wina i..nalewki. A różnorodność wyrobów jest nieograniczona. Ja od kilku lat zaraziłam się robieniem nalewek. Robię przeróżne; cytrynowe, pomarańczowe, ziołowe, korzenne, z owoców szlachetnych i dziko rosnących. Ta moja pasja może nie jest zbyt tania, ponieważ spirytus jest dosyć drogi. Niestety, musi być coś za coś...Najlepiej tę pasję rozwijać latem, kiedy jest mnogość owoców... a ci, którzy muszą je niestety kupić, to w sezonie... Wtedy są  niezbyt drogie. Przypuszczam, że wielu z nas pamięta z rodzinnych domów różne małe, kolorowe gąsiorki stojące gdzieś na kredensach lub szafkach. Dawniej przecież nagminnie robiono nalewki. Potem przyszły czasy, alkohol był wtedy bardzo tani, o nalewkach zapomniano. Może chciano wtedy rozpić naród? Dobrze pamiętam wszechobecną w domu orzechówkę,  piołunówkę. To były jednak bardzo mocne esencje lecznicze, których w moim domu się nie piło. Służyły jako krople w kłopotach żołądkowych. Tradycyjne również je obecnie robię...

Teraz robię nalewkę z orzeszków buczynowych. Jest doskonała do wszelkiego rodzaju marynat, jałowcówka do befsztyków, orzechówka, piołunówka i jałowcówka na żołądek. Przyznaję, że lubię tworzyć nalewki. Patrzeć na nastaw, oglądać go, potrząsać, wąchać jego zapach i wspaniały aromat. Lubie je tworzyć nie tylko dlatego, że są pyszne ale wg mnie mają coś z...alchemii. To zestawianie smaków, próbowanie  łyżeczką, smakowanie. Jednocześnie niesamowita cierpliwość ze względu na długi okres oczekiwania na efekt końcowy. Nalewkę należy degustować najwcześniej po pół roku. Nalewki to przeogromna mnogość smaków, ale i wyrabianie sobie charakteru i cierpliwości. Cóż mogę powiedzieć o polskich, wspaniałych nalewkach z tradycją. Mogę powiedzieć, że ten napój alkoholowy to właściwie nic innego jak połączenie wielkiej przyjemności napicia się cudownego, klarownego trunku z...profilaktycznym działaniem leczniczym. Coraz więcej moich znajomych zaczyna poznawać i robić szlachetne, pełne smaku alkohole. Przez cały rok możemy stawiać nastaw na imbirówkę, cytrynówkę, pomarańczówkę, miodówkę. I to od nas zależy jaki nadamy im smak....

Jaka to radość otworzyć barek, a tam nowa dostawa przyniesiona z piwnicy. Błyszczą butelki; granatowe, rubinowe, złote, żółte, czerwone. Mam nalewki z owocami np.gruszkami lub warzywami np. ogórkami świeżymi. Ta ogórkowa jest fantastyczna. Pachnie świeżym ogórkiem zerwanym prosto z grządki. Jest doskonała do szaszłyków, grilla, raclette robionych w domu zimową porą. A jaka to przyjemność, kiedy kieliszek naszej, domowej, aromatycznej nalewki wzbudza podziw naszych gości, przyjaciół i znajomych...

Nalewka może być doskonałym aperitifem przed posiłkiem. Znakomitym dodatkiem do kawy albo różnych mięs. Oczywiście, że dobre nalewki powstają metodą prób i błędów. Może się zdarzyć, że jakiś smak nam nie odpowiada. Nie wylewamy jej. Odstawiamy na półkę. I co się okazuje po roku. Jest doskonała. Ma nie tylko piękny aromat, smak ale i kolor. Wiele zakonów wytwarza kapitalne nalewki ziołowe, które określa się likierami ziołowymi. Zakony posiadają stare, sprawdzone receptury skrzętnie przechowywane. Zakon benedyktynów odzyskał swoją świetność dzięki ukrywanej przez przeora w czasie rewolucji francuskiej recepturze na specjał zakonu, najsłynniejszy francuski likier Benedyktynkę. Ileż to już lat ? Tę recepturę znają jedynie trzy osoby; przeor zakonu, szef firmy produkującej likier i prawnik u którego zdeponowana jest kopia oryginału...

I teraz mamy doskonały czas na degustowanie nalewek. Jest przeciągająca się, bardzo mroźna zima. Przyjemnie usiąść w fotelu i powolutku sączyć z kieliszka nalewkę. W całym mieszkaniu jest ciepło. W kominku strzelają palące się drewna. Otacza nas cudowny czar. My siedzimy i rozmyślamy nad własną "produkcją" nalewek i stwierdzamy, że jest to niewątpliwie ogromna przyjemność i prawdziwe niebo w...buzi.